Dzisiejszy dzień upłynął nam pod znakiem organizacji i ostatnich przygotowań do przelotu przez Atlantyk.
Po porannym bieganiu w pięknym kanadyjskim słońcu zjedliśmy pyszne hotelowe śniadanie i ruszyliśmy do Montrealu na ostatnie zakupy. Na naszej liście zostało jeszcze kilka elementów wyposażenia, których nie mogliśmy przywieźć z Polski.
Kanadyjskie centra handlowe są naprawdę imponujące – ogromne, ale jednocześnie doskonale zorganizowane. Bez problemu znaleźliśmy wszystko, czego potrzebowaliśmy.
Kupiliśmy szczelne, wodoodporne pojemniki, w których uporządkujemy sprzęt przewożony w bagażniku śmigłowca. Dokupiliśmy również pasy transportowe i elastyczne linki zabezpieczające bagaż, aby podczas lotu nic nie mogło się przemieszczać. Nie zabrakło także bardziej prozaicznych zakupów – płynu do mycia szyb, ręczników papierowych, zapasowych ładowarek, przewodów USB oraz innych drobiazgów, które podczas takiej wyprawy okazują się niezwykle ważne.

Specjalnie na tę ekspedycję kupiliśmy również Starlinka. Liczymy, że dzięki globalnemu planowi będziemy mogli na bieżąco monitorować prognozy pogody nawet w najbardziej odległych rejonach naszej trasy. Nie mieliśmy jeszcze okazji przetestować go w locie, ale już wkrótce przekonamy się, jak sprawdzi się w praktyce. Oczywiście podzielę się z Wami naszymi spostrzeżeniami.
Jednym z najbardziej nietypowych punktów naszych zakupów była wizyta w sklepie dla myśliwych. W Kanadzie takich miejsc jest naprawdę dużo. To właśnie tam kupiliśmy spray przeciw niedźwiedziom. Mamy ogromną nadzieję, że przez całą wyprawę pozostanie szczelnie zapakowany i po powrocie do Polski będzie jedynie oryginalną pamiątką z naszej podróży.
Nie mogliśmy przywieźć takiego środka z Polski, dlatego zakup na miejscu był jedynym rozwiązaniem. Okazało się to bardzo proste – wystarczyło okazać dokument tożsamości i podpisać stosowne oświadczenie.
Oprócz flar ratunkowych znajdujących się w wyposażeniu wypożyczonej tratwy ratunkowej dokupiliśmy również trzy dodatkowe flary sygnałowe wraz z wyrzutnią. Liczymy, że podobnie jak spray na niedźwiedzie, nigdy nie będą musiały zostać użyte.
Podczas zakupów mieliśmy również okazję lepiej poznać Montreal i prowincję Quebec.
To niezwykły region Kanady, którego historia jest mocno związana z Francją. Quebec był sercem dawnej Nowej Francji, dlatego język francuski do dziś pozostaje jedynym językiem urzędowym prowincji. Montreal jest natomiast drugim po Paryżu największym francuskojęzycznym miastem świata. Co ciekawe, spotkaliśmy osoby, które na co dzień posługują się wyłącznie językiem francuskim i nie mówią po angielsku.
Już podczas wczorajszego lotu zauważyliśmy coś jeszcze.
Ogromne lasy i niezliczone jeziora.
To właśnie one tworzą niezwykły krajobraz Kanady. Aż około 60% wszystkich jezior na świecie znajduje się właśnie tutaj. Jest ich blisko trzy miliony i zajmują około 9% powierzchni kraju. Lasy pokrywają natomiast około 42% Kanady, co oznacza, że mniej więcej co dziesiąte drzewo na świecie rośnie właśnie tutaj.
Kanada zachwyca swoją przestrzenią i różnorodnością. To kraj sześciu stref czasowych, ponad trzydzieści razy większy od Polski, zamieszkany przez około 40 milionów ludzi. Z każdym kolejnym kilometrem coraz bardziej rozumieliśmy, dlaczego tak wiele osób zakochuje się w tym miejscu.
Wieczorem wróciliśmy do hotelu i zabraliśmy się za przygotowanie naszego wyposażenia survivalowego.
Dokładnie sprawdziliśmy zawartość wypożyczonej czteroosobowej tratwy ratunkowej. W jej wyposażeniu znajdują się między innymi flary, racje żywnościowe, koce termiczne, zapasy wody, apteczka pierwszej pomocy, scyzoryk, a nawet niewielki zestaw do łowienia ryb.
Po raz kolejny przećwiczyliśmy również procedurę wyrzucenia tratwy ze śmigłowca i jej prawidłowego otwarcia w przypadku awaryjnego wodowania.
Mam wrażenie, że teoretycznie jesteśmy przygotowani najlepiej, jak tylko można.
Pozostaje mieć nadzieję, że nigdy nie będziemy musieli tej wiedzy wykorzystać w praktyce.
Ostatnie dwie godziny spędziliśmy nad analizą pogody. Sebastian i Stan praktycznie nie odrywali wzroku od map meteorologicznych.
Na tę chwilę Sebastian przewiduje, że przez rejon naszego planowanego przelotu będzie przechodził aktywny niż, który może pokrzyżować nasze plany i opóźnić lot z Kanady na Grenlandię. Pogoda w tej części świata jest niezwykle nieprzewidywalna i zmienia się bardzo dynamicznie, dlatego co kilka godzin aktualizujemy i analizujemy najnowsze prognozy. To właśnie na ich podstawie będziemy podejmować kolejne decyzje dotyczące naszego przelotu.
Na ten moment plan pozostaje bez zmian.
W poniedziałek rano chcemy wystartować z lotniska Bell Textron w Mirabel i obrać kurs na północny wschód.
Pogody nie jesteśmy w stanie zmienić i to ona będzie rozdawała karty podczas całej naszej wyprawy. Pozostaje nam cierpliwie obserwować kolejne prognozy i wierzyć, że z każdą godziną będą coraz bardziej optymistyczne. Mocno wierzymy, że wszystko ułoży się po naszej myśli.





Wracajcie cali do Polski