Wczorajszy dzień upłynął nam głównie na ostatnich przygotowaniach organizacyjnych. Kilka drobnych zakupów, zwrot samochodu do wypożyczalni i chwila odpoczynku przed dniem, do którego się przygotowywaliśmy od kilku miesięcy.
Obudziliśmy się pełni ekscytacji. Niestety już podczas śniadania nasze spojrzenia co chwilę uciekały w stronę okna i ekranów z prognozami pogody. Od wczesnych godzin porannych analizowaliśmy mapy meteorologiczne, TAF-y i METAR-y z lotnisk znajdujących się na trasie naszego planowanego przelotu. Śledziliśmy przemieszczanie się frontów atmosferycznych i aktywnego niżu, który niestety powoli przesuwał się dokładnie w kierunku naszej planowanej trasy.
Nie wyglądało to optymistycznie.
Tuż przed godziną ósmą zapakowaliśmy większość bagaży do taksówek i pojechaliśmy do siedziby Bell Textron w Mirabel. Deszcz nie ustępował, a widzialność z każdą godziną stawała się coraz gorsza.
Na miejscu zabraliśmy się za pakowanie naszego Bella 429. Szczerze mówiąc, sami nie spodziewaliśmy się, że zgromadziliśmy aż tyle wyposażenia. Z Polski przywieźliśmy między innymi śpiwory, część sprzętu ratunkowego i survivalowego oraz Starlinka. W Kanadzie dokupiliśmy pozostały sprzęt, którego nie mogliśmy zabrać ze sobą samolotem.

Pakowanie zajęło nam niewiele ponad godzinę. Byliśmy pod ogromnym wrażeniem pojemności bagażnika. Bez problemu zmieściliśmy cały sprzęt survivalowy, wyposażenie ratunkowe oraz nasze rzeczy osobiste. Równie pozytywnie zaskoczyła nas przestrzeń w kabinie pasażerskiej.
Najlepszym dowodem na pojemność bagażnika było jednak to, że podczas pakowania… zmieścił się w nim cały Stan.
Jak sam później stwierdził, do śmigłowca zapakowaliśmy około 120 kilogramów bagażu.
Kiedy wszystko było już na swoim miejscu, przejrzeliśmy jeszcze tzw. Loose Equipment, czyli wyposażenie, które Bell wyśle nam do Polski oddzielnym transportem. Znajdują się tam między innymi koła do przemieszczania śmigłowca w hangarze, próbki lakieru, specjalistyczne przewody i elementy wykorzystywane podczas serwisowania maszyny.
Ze względu na wagę nie mogliśmy zabrać tego wszystkiego ze sobą, ale nie będzie nam to potrzebne podczas samego przelotu. Najważniejsze, żeby cały ten sprzęt czekał już na nas w Polsce.
Nasz plan na dzisiejszy dzień był bardzo konkretny.
Start z Mirabel, lot w kierunku północno-wschodnim przez Quebec City, następnie wzdłuż Zatoki Świętego Wawrzyńca z dwoma postojami na tankowanie – w Baie-Comeau (CYBC) oraz Havre-Saint-Pierre (CYGV). Celem na pierwszy dzień miało być Goose Bay (CYYR).
Byliśmy praktycznie gotowi do uruchomienia silników.
W tym samym czasie Sebastian, Stan oraz lokalni piloci po raz kolejny analizowali pogodę.
Warunki były dalekie od tego, co chcielibyśmy zobaczyć przed rozpoczęciem tak wymagającej wyprawy. Niskie podstawy chmur, miejscami BKN 200–400 ft, intensywne opady deszczu, widzialność spadająca nawet do jednego kilometra oraz rozległy niż sprowadzający znad Atlantyku ogromne ilości ciepłego i wilgotnego powietrza.
Dodatkowo temperatura powietrza i punkt rosy osiągnęły identyczną wartość 21°C. To zjawisko zdarza się stosunkowo rzadko i oznacza bardzo wysoką wilgotność powietrza oraz duże ryzyko powstawania niskich chmur i ograniczonej widzialności. W Polsce takie zjawisko niemal nie występuje.
Czekając na ewentualną poprawę pogody, otrzymaliśmy niezwykłą możliwość zwiedzenia fabryki Bell Textron.
To była prawdziwa okazja dla każdego miłośnika lotnictwa.
Od strony linii produkcyjnej mogliśmy zobaczyć, jak powstają śmigłowce Bell. W Mirabel produkowane są przede wszystkim cztery modele: Bell 505, Bell 407, Bell 412 oraz Bell 429. To właśnie tutaj w 2019 roku powstał również nasz Bell 407 o znakach rejestracyjnych SP-VOL.
Naszym przewodnikiem był Daniel, który opowiadał o całym procesie produkcji – od dostaw podzespołów z różnych zakładów na świecie, przez montaż, aż po indywidualne dostosowanie śmigłowca do wymagań każdego klienta.
Po zakończeniu zwiedzania wróciliśmy do analizowania pogody.
Z każdą kolejną aktualizacją prognoz stawało się coraz bardziej oczywiste, że północno-wschodni kierunek jest dla nas zamknięty.
Około godziny 14:00 Sebastian spojrzał na najnowsze prognozy i powiedział:
– Musimy zmienić cały plan na jutro. Układ niżowy z gorszą pogodą przemieszcza się dokładnie w kierunku naszej planowanej trasy na kolejny dzień. Jeżeli prognozy się potwierdzą, spróbujemy polecieć zupełnie inną drogą – przez zachodnią część Quebec, obszary Nunavut i okolice Zatoki Hudsona zamieszkałe przez Inuitów.
Ta propozycja od razu wywołała długą dyskusję. Wspólnie analizowaliśmy kolejne prognozy, zdjęcia satelitarne, mapy frontów atmosferycznych oraz możliwe warianty przelotu. Każdy z nas wnosił swoje doświadczenie i spojrzenie na sytuację.
W pewnym momencie dodałam:
– To oznacza, że jutro rano znowu możemy całkowicie zmienić plan…
Sebastian uśmiechnął się i odpowiedział:
– Oczywiście. W lotnictwie General Aviation nie da się zaplanować wszystkiego. Zwłaszcza gdy lecimy przez tak wymagające rejony świata. Tutaj to pogoda rozdaje karty, a naszym zadaniem jest podejmować właściwe decyzje.
Po kolejnych analizach byliśmy już zgodni.
Tego dnia nie wystartujemy.
Lecimy w czteroosobowej załodze i każdy z nas ponosi odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale również za pozostałych członków wyprawy i śmigłowiec. W takich sytuacjach nie ma miejsca na presję, emocje czy chęć realizowania planu za wszelką cenę.
Najtrudniejsze decyzje w lotnictwie bardzo często polegają właśnie na tym, żeby… zostać na ziemi.
Dlatego wspólnie podjęliśmy decyzję o przełożeniu startu na następny dzień.
Nie odczuwaliśmy zawodu z powodu niezrealizowania dzisiejszego planu. Wręcz przeciwnie.
Mieliśmy poczucie, że podjęliśmy jedyną słuszną decyzję.
Lotnictwo od pierwszego dnia uczy nas pokory. Pogody nie jesteśmy w stanie zmienić ani przyspieszyć. Możemy jedynie cierpliwie ją obserwować, analizować i dostosowywać do niej nasze plany.
I właśnie dlatego jesteśmy przekonani, że odpowiedzialność zawsze musi wygrywać z ambicją.
Jutro pogoda może pozwoli nam obrać kurs przez arktyczne rejony Kanady. A jeśli nie… będziemy cierpliwie czekać dalej lub szukać kolejnej alternatywy.
Bo w lotnictwie najważniejsze jest nie to, kiedy wystartujesz.
Najważniejsze jest to, żeby bezpiecznie dolecieć do celu.
Pisząc te słowa, siedzę już w hotelowym pokoju. Za oknem rozciąga się błękitne niebo, a promienie słońca padają na klawiaturę mojego laptopa. Jeszcze kilka godzin temu deszcz i niskie chmury całkowicie przekreśliły nasze plany. Pogoda potrafi być naprawdę kapryśna i niezwykle nieprzewidywalna. Mamy nadzieję, że jutro pokaże nam swoje bardziej przyjazne oblicze.







Ich wünsche Euch viel Freude und wunderschöne Stunden🫶 mit dem neuen Helikopter 🚁. Schöne Erlebnisse und Many happy landings🍀🍀🍀 😉 Mario vom DHC