Dzisiaj jest ten dzień, na który czekaliśmy od bardzo, bardzo dawna.
Trudno w to uwierzyć, ale od wczoraj jesteśmy w Kanadzie i właśnie dziś od samego rana przeżywamy jedne z najbardziej niezwykłych emocji w naszym życiu.
Dzień rozpoczął się bardzo wcześnie. Już o 6:30 spotkaliśmy się na śniadaniu. Szybki posiłek, kilka kwestii organizacyjnych i chwilę po siódmej byliśmy już w samochodzie, aby punktualnie o 7:30 dotrzeć do siedziby Bell Textron w Mirabel.
Na miejscu czekało na nas niezwykle ciepłe i serdeczne przyjęcie ze strony pilotów oraz pracowników Bell Textron. Bardzo szybko atmosfera stała się swobodna. Rozmawialiśmy o naszych doświadczeniach, planach oraz o czekającym nas pięciogodzinnym locie testowym.
Lokalni piloci szczegółowo omówili z nami trasę lotu, obowiązujące przepisy, miejsca tankowania oraz wszystkie kwestie związane z zapasem paliwa i organizacją dzisiejszego lotu. Ich doświadczenie i praktyczne wskazówki były dla nas niezwykle cenne.
Po niespełna godzinie byliśmy gotowi przejść na płytę lotniska.
I wtedy zobaczyliśmy go po raz pierwszy.
Naszego Bella 429 o znakach rejestracyjnych SP-WOL.

To był moment, którego nie da się opisać jednym zdaniem.
Śmigłowiec zrobił na nas absolutnie wyjątkowe wrażenie. Zachwycał swoją sylwetką, proporcjami i jakością wykonania. Każdy, nawet najmniejszy detal został dopracowany z niezwykłą precyzją. Wnętrze wykończone jasną, kremową skórą dodawało mu elegancji i podkreślało wyjątkowy charakter tej maszyny.
Największe wrażenie zrobiło jednak jego malowanie.
To prawdopodobnie jeden z najbardziej charakterystycznych śmigłowców Bell 429 na świecie. Dynamiczne linie, idealnie dobrane kolory oraz drapieżny, a jednocześnie elegancki charakter sprawiają, że trudno przejść obok niego obojętnie.
Najważniejsze jest jednak to, że projekt tego malowania nie powstał w profesjonalnym studiu projektowym.
Jego autorem jest mój brat Adam.
Nie jest ani grafikiem komputerowym ani projektantem. Po prostu usiadł, zaprojektował śmigłowiec, który widział w swojej wyobraźni, a Bell Textron przeniósł ten projekt na rzeczywistą maszynę.
Dla naszej rodziny ma to ogromną wartość sentymentalną.
Ale przejdźmy do tego, co dla nas – pilotów – było najważniejsze. Technika pilotażu.
Pierwszy za sterami usiadł Bogdan. Miejsce po lewej stronie zajął Stan Tarasovic – pilot Bell Textron z Pragi, niezwykle doświadczony pilot zawodowy, który na Bellu 429 wylatał tysiące godzin.
Po kilku minutach lotu, siedząc z tyłu, zapytałam mojego tatę o pierwsze wrażenia.
Uśmiechnął się i odpowiedział:
– W swoim życiu zakochałem się trzy razy. Pierwszy raz w chemii, drugi raz w mojej żonie Ewie, a trzeci raz właśnie w Bellu 429.
Po chwili dodał:
– To jest zupełnie inny świat. Kolejny stopień wtajemniczenia. To śmigłowiec, o którym można najpierw marzyć, a później mieć szczęście go pilotować. Kiedy przesiadałem się z Robinsona R44 do Bella 407, powiedziałem, że zamieniłem Poloneza na Mercedesa. Dzisiaj mam wrażenie, że właśnie przesiadłem się z Mercedesa do Maybacha.
Największe wrażenie zrobiła na nim stabilność lotu oraz czteroosiowy autopilot, który w zmiennych warunkach atmosferycznych znacząco zwiększa bezpieczeństwo i komfort pracy pilota.
– Oczywiście przede mną jeszcze wiele godzin nauki. Muszę poznać tę awionikę, przypomnieć sobie wszystko, czego nauczyliśmy się podczas szkolenia w Walencji i po prostu się z tym śmigłowcem zaprzyjaźnić. Ale już teraz wiem, że była to doskonała decyzja.
Stan tylko się uśmiechnął i odpowiedział:
– To świetny śmigłowiec. Wszystko jest w nim bardzo intuicyjne. Jestem przekonany, że bardzo szybko poczujesz jakbyś latał nim od lat.
Bogdan od razu dodał:
– Każda przesiadka na nowy typ śmigłowca wymaga zmiany sposobu myślenia. Jestem przyzwyczajony do Bella 407 z Garminem G1000, tutaj wszystko wygląda inaczej. Ale wiem, że to tylko kwestia czasu i kolejnych wylatanych godzin. Co ciekawe, po szkoleniu na symulatorze w Walencji ten prawdziwy śmigłowiec wydaje się prowadzić znacznie łatwiej. Jest bardziej naturalny, a stery nie są tak czułe jak w symulatorze.
Po dwóch i pół godzinach lotu wylądowaliśmy na lotnisku Rimouski Airport (CYXK), gdzie zatankowaliśmy śmigłowiec.
Po krótkim postoju przyszła kolej na mnie.
Usiadłam za sterami Bella 429 i rozpoczęłam lot powrotny do Mirabel.
Już po pierwszych minutach zrozumiałam, dlaczego Bell 429 cieszy się tak dużym uznaniem wśród pilotów na całym świecie.
Najbardziej zachwyciła mnie jego niezwykła stabilność. Mimo że siedziałam za sterami maszyny ważącej ponad trzy tony, prowadziła się z zadziwiającą lekkością i precyzją. Każdy ruch był płynny, przewidywalny i dawał ogromne poczucie kontroli.
Bell 429 został zaprojektowany z myślą o bezpieczeństwie i komforcie pracy załogi. Czteroosiowy autopilot odciąża pilota podczas lotu, niezwykle precyzyjnie utrzymując zadany kurs, wysokość i parametry lotu. Nowoczesna awionika pozwala skupić się na tym, co najważniejsze – świadomym podejmowaniu decyzji i obserwacji otoczenia, a nie na ciągłym korygowaniu ustawień.
To śmigłowiec, który daje pilotowi ogromne poczucie pewności, a jednocześnie nie pozwala zapomnieć, że siedzi za sterami niezwykle zaawansowanej maszyny. Już po pierwszym locie wiedziałam, że czeka nas wiele nauki i poznawania wszystkich jego możliwości. To właśnie w tym tkwi jego wyjątkowość – im lepiej go poznajesz, tym bardziej doceniasz, jak przemyślaną i dopracowaną konstrukcją jest.
Wystarczyło zaledwie kilka minut za jego sterami, aby zrozumieć, że nie jest to po prostu kolejny śmigłowiec.
To początek zupełnie nowego etapu naszej lotniczej historii, kolejny etap rozwoju i zdobywania nowych umiejętności.
Po następnych dwóch i pół godzinach bezpiecznie wróciliśmy do Mirabel.
Nasz Bell 429 trafił od razu na pierwszy przegląd techniczny po wykonaniu dziesięciu godzin lotu.
My zjedliśmy szybki lunch, po czym… wsiedliśmy z powrotem do samochodu.
Przed nami były jeszcze dwie godziny jazdy do Ottawy, gdzie odbieraliśmy zamówione wcześniej wyposażenie ratunkowe – suche skafandry, kamizelki ratunkowe, tratwę ratunkową oraz flary sygnalizacyjne.
To był bardzo długi dzień.
Pełen emocji, nowych doświadczeń i spełniających się marzeń.
A teraz z jeszcze większą ekscytacją czekamy na kolejne dni. Jesteśmy niezwykle ciekawi, co przyniesie nam ta wyprawa i jakie historie dopisze do naszej lotniczej przygody z Bellem 429.







Sobotni poranek zaczął się od bloga… i przepadłam. Podziwiam nie tylko Bell 429, ale też ogrom pracy włożonej w tę wyprawę. Trzymam kciuki za pogodę i wyprawę
Pani Aniu, Panie Bogdanie, podziwiam Państwa dokonania i mocno kibicuję tej niezwykłej przygodzie. Jesteście niesamowici! Miło patrzeć na ludzi z tak wielka pasją i na tą piękną relację ojca z córką:)